sobota, czerwiec 09, 2007

pies w rzece

Poznaje smak emigracji, siedze sobie sam, w starym wiktorianskim pokoju, ktory wynajmuje za 75 funtow tygodniowo. Do dyspozycji posiadam cztery kible [ chodze do tego ktory jest najblizej], o watpliwych wlasciwosciach higieniczno-zdrowotnych, oprocz tojlet, mam takze sposobnosc przyrządzania posilkow genetycznie zmodyfikowanych w brudnej kuchni. Na moim stoliku browar "kronenberg", oraz zapelniacz samotnosci - laptop, w tle leci cichutko Colin Bass, akustyczny koncert z Quidam w radiowej trojce. W pokoju przewaznie jest zimno, pogoda potrafi zmieniac sie 6 razy w ciagu dwoch godzin, rano budze sie z opuchnietymi od zimna migdalami, wieczorem wracam w krotkim rekawku, jest cieplo, duszyno i parno zarazem.

Nad domem co jakis czas slysze odglos silnikow samolotow - leca z Heatrow do konca swiata, albo jeszcze dalej. Ealing Commmon gdzie mieszkam, jest czescia dzielnicy Londynu - Ealing, zielone pluca City, ktore mozna porownac do bielskiej straconki, badz wypoczynkowej Leby. Common lezy po srodku, pomiedzy South Ealing, a Acton, gdy skrece w lewo widze parki, i ogromne zalesione tereny, gdy skrece w prawa strone, okolica zaczyna przypominac nowojorski Bronx, Brooklyn, zapach barbequ, smazonych hamburgerow, kawy latte i czarnoskorych dilerow czekajacych na rogatkach. Na mojej ulicy mieszkaja wlosi, hindusi, japonczycy, anglicy, polacy, biolorusini i Bog wie kto jeszcze, ulica ma gora 50 metrow dlugosci, i jest slepa, pelna grubych rudawych kotow i rosnacych w jednym rządku palm.

0 komentarze: