po kilku miesiacach Anglia, a w szczegolnosci Londyn, wydaje sie byc mokrym, zapuszczonym grajdolkiem, pelnym smieci, i konsumpcji, na dluzsza mete egzystencja w wielkiej metropolii moze wykonczyc psychicznie, obnaza ta strone ludzkiej natury, pamietam grafike przedstawiajaca czlowieka, a obok niego duza kupe odchodow, jego wlasnych z calego zycia...konsumpcjonizm, czasem bezmyslny...ale tego sie spodziewalem.
Dokucza takze pogoda, zmienia sie 6 razy dziennie, w duzej mierze przewaza deszcz, wiktorianskie domki pelne sa grzybow, wilgoci, oraz szczurow, taki obraz kontrastuje z wielkimi wierzowcami, domami handlowymi harrodsa, przepychem National Gallery i Trafalgar Square. Dla mnie wyspy to kontrast syfu z pieniedzmi.
Duzym plusem City sa parki.
Jest ich mnostwo, bardziej przypominaja ogrody botaniczne, pelne rozmaitych odmian drzew, krzewow, oczek wodnych i szarych wiewiorek.
wtorek, maj 29, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz