poniedziałek, styczeń 29, 2007

Trabki wkrecone w gesta mgle chmur

Muzycznie zaczalem gnusniec. Moze to wina uplywajacego czasu. Moje muzyczne gnusnienie jest niezle shomogenizowane, nie psuje sie, i zachowuje swierzy zapach. Sam pytam siebie - dlaczego, cudem jest tak siedziec i poprostu odkrywac, i sie pomalutku konserwowac.

Ostatnio mam kilka takich konserwantow, jest nim Stanko i Nick Drake. Stanko to geniusz duszy. To chyba najlepszy owczesny trebacz jazzowy, ktory potrafi przelac wszystkie emocje bezposrednio - jak wlewa sie dobry syrop na gardlo. Mozaika emocji. Warto miec Stanko przy sobie na mp3, bo nigdy nie wiadomo kiedy czlowiek chce aby znow go cos zakonserwowalo....przed realnoscia, albo nadalo jej pozadany, przenicowany swiadomoscia obraz. Kazdy moze odkryc swoj wlasny konserwant, swoj przepis na butelke z napisem :Jazz:

Ja odkrylem.

A Nick Drake?

Jest przykladem iz mozna nagrac osobista plyte w cztery godziny. "Pink Moon", jego ostatnia plyta, nagrana w latach siedemdziesiatych poraza. Niby to taki infantylne, jakas gitara, raz fortepian i glos Nicka. Jakie to cholernie proste. Jak zajebiscie autentyczne.

Drake byl neurotykiem, a kazdy neurotyk nosi w swoim sercu slonce. Ogromnie gorace slonce.

cdn.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.