Lubie noc, zawsze dziala na mnie energetyzujaco, endorfiny w mozgu zaczynaja zyc wlasnym zyciem, a odbicie realnosci pod powiekami nabiera mniej wyraznych ksztaltow. Podczas nocnych rozwazan wraca do mnie jeden, zawsze ten sam, apokaliptyczny obraz, moze jest on skaza powstala w mojej wyobrazni po sesjach, ksiazkach oraz filmach z gatunku cyberpunk, badz jest on projekcja zakorzenionej w mojej podswiadomosci obawy przed nienazwanym zagrozeniem.
Czerwone niebo, na horyzoncie odrywa siarczysta czerń sylwetek kubistycznych struktur architektonicznych, jak w demie Chimera/Halcyon, gdzies caly obraz zaburzaja swoim wirujacym, delikatnym ruchem zielone platki sniegu, w oddali slychac warkot wielkiej AV'ki, ktora miota wszystko ogromnym reflektorem. Nikt nie ma szans ucieczki. Klaustrofobiczna czerwien nieba, oraz ogromne polacie budynkow wywoluja wrazenie wszechobecnego osaczenia. Moze wlasnie w taki sposob dziala na mnie nasza cywilizacja, who knows, who cares.
środa, styczeń 24, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz