niedziela, grudzień 03, 2006

Eksperyment Pan Weszka.

Dzisiaj z nudow przed snem ponowny eksperyment, tym razem glownym instrumentem byla Wisniowka z Cola. Pilem dlugo, potem kolacz sie skonczyl, a ja nadal zagladalem do kieliszka. Zgasilem w pokoju swiatlo. Wczesniej do lubelskiej wisnioweczki dolaczyl sie moj brat. Wisniowka z wisniowka, wisniowka z cola, wisniowka z bananami, wisniowka z mandarynkami.

Druga w nocy - wisniowka z herbata. Eksperyment trwa.

3:00 ide spac.


Po wisniowce jak przypuszczalem beda sie dziac dziwne rzeczy, strumien mysli splynie do bocznej odnogi wyobrazni.

I tak tez sie stalo.

Zaczely sie sny-seriale, przerywane wypadami nocnymi do kuchni - polowaniem na mandarynki.

Powroty - kontynuacja.

Osiemnasty wiek. Wielki dom, spotkanie rodzinne, badz znajomych przy stole, wiekszosc osob to przerysowane postacie z epoki, przypominaja aktorow z obrazow Broughla.

Dom jest samodzielnym, olbrzymim organizmem. Po srodku domu znajduje sie pokoj z piedestalem wykonanym z popekanego, blyszczecego marmuru. Na archaicznym podwyzszeniu wielkie, staromodne, debowo-bukowe organy. Organy byly przeklenstwem, oraz tematem tabu Domu. Od wiekow istniala nierozerwalna, pulsujaca krwia nic, pomiedzy tym pokojem, a umyslami ludzi, ktorzy przebywali w domostwie, badz w jego poblizu.

Caly pokoj przypominal bardziej oltarz jakiegos katolickiego kosciola, po obu stronach piedestalu ciagnal sie powyginany w mutacje litery S szpaler rustykalnych


Wiele osob po skonczonym obiedzie probowalo sila fizyczna, oraz wlasna sila woli obalic Wielkiego Dominatora - debowo-bukowe organy, ktore niczym Cien Wladcy marionetek kontrolowal zachownia wszystkich ludzi.


Proby zdawaly sie spalac na panewce.

Ktos podbiegal i sila wewnetrznej medytacji probowal pokonac Organy.

Inny z zapalonym, dwunastoramiennym swiecznikiem skradal sie po cichu od tylu marmurowego
piedestalu - i probowal zapalic organy ogniem swiec, niestety, to rowniez na daremno, Wielki Dominator wciagal nieudacznika do swojeo brzuszyska, i zjadal okrutnie, calej tej sytuacji towarzyszyl wywolujacy na plecach ciarki dzwiek basowych, oraz wiolinowych nut.

Walk bylo wiele. Wiekszosc osob zostala na zawsze wchlonieta przez Dominatora.

Pod sam koniec, zostala bodajrze tylko polowa ludzi. Zmeczeni siedzieli przy stole, pijac wino, zagryzajac pieczyste dyskutowali nad trafnym sposobem obalenia dyktatury organ, nad calym domem oraz ich umyslami.


Ja tez tam bylem, bylem jednym z gosci.

Na koncu, w samym srodku nocy zaczalem ostroznie skradac sie do pokoju.

Dookola czuc bylo wygasajace pulsacje pochlonietych cial oraz umyslow. Zdawalem sobie wewnetrznie sprawe z tego iz mam do czynienia z zywa istota.

Nastala wielka cisza.

Nic sie nie wydarzylo.

Po kilku minutach z prawego boku organ wyskoczylo cos szaro-kanarkowego.

Wilo sie po podlodze, oraz podskakiwalo, w sobie tylko znanej ekscytacji.

Na pierwszy rzut oka przypominalo dlugi zlepek kurzu, czy tez pajeczyny, ktory wymiata sie z
dlugo nieczyszczonych zakatkow pokoju, szaf, czy lozek.

Ciagnacy sie, podskakujacy zlepek kurzu mial w sobie cos groteskowego, byl smieszny, ale zarazem absurdalnie nierealny i dziwnie tajemniczy w swej istocie.

Na glowie mial filigranowy kapelusik w ksztalcie przekwitlej rozyczki.

Nazywal sie Pan Weszka.



Sen nieoczekiwanie dobiegl konca.

0 komentarze: