czwartek, grudzień 29, 2005

CROPPOSFERA

CroppoSfera

Mekka materializmu powstała u nas kilka lat temu. Sfera – pokaźnych rozmiarów
przestrzeń wypełniona nachalnym brandingiem. Po jakimś czasie istnienia centrum Sfery przemieniło się w mekkę zakochanych siedemnastolatków, czekających na swoich oblubieńców z różami w rękach, stojąc po środku wielkiego sklepu, wypaczony romantyzm, zmiksowany z wszędobylskim kultem bycia trendy oraz cool, wszak miłość ze swooshem Nike'a smakuje najlepiej, a już na pewno jest trendy.

Podczas tego jak młody zakochany czeka na swoją dziewczynę, designerzy wielkich korporacji patrzą przez ukryte kamery, zacierając ręce z zadowolenia, gdyż ich plan powiódł się – teraz lansuje się już duchowość, stan umysłu, nie sam produkt. Młodzi ludzie chłoną aurę Sfery bez jakiegokolwiek zastanowienia – obładowana plastikowymi archetypami zbytku, statusu i pozornego luksusu Sfera przysysa coraz to nowe pszczoły, stając się mekką – ulem wszystkich zagubionych, nowych wyznawców duchowej oraz mentalnej drogi na skróty.

Cropp – jedna z marek, mająca swój sklep w Sferze, wchodzę do środka, młodzi sprzedawcy ubrani modelowo w ciuchy które sami sprzedają krzyczą poprzez design ubrań – ja jestem cool, jak kupisz nasz ciuch, będziesz tak samo cool jak ja, popatrz – nie wyglądasz podobnie – nie jesteś trendy, wzbudzają swoją postawą w pospolitej masie odruch o podwójnym działaniu – drażni on kupującego, i bazuje na jego egoizmie, ego kupującego powoduje iż wchodzący do sklepu czując się gorszy od sprzedających-chodzących billboardów, kupuje lansowany przez korporację produkt, nie mając do niego nawet bliższej sympatii. Kupił – jest już cool, a bynajmniej nie jest od nich już teraz gorszym człowiekiem.

Artowe klonowanie

Teraz nowa tożsamość równoważy na szalce lansu logo danego produktu, dopiero chodząc w butach Adidasa, spodniach Levis'a, i majtkach Atlantica młodzi ludzie odczuwają swoją sztucznie wyhodowaną tożsamość. W Croppie śmieszy jeszcze wiele innych rzeczy - lansowanie nuty undergroundowego buntownika – kangurki w moro, imitujące kurtki z wojskowego demobilu, celowo źle zszyte koszule oraz swetry – nawiązujące do grandżowej mody połówki lat dziewięćdziesiątych, sztucznie i seryjnie produkowane modele ubrań, imitujące niepowtarzalne artowe i prawdziwe fasony punkowej mody lat siedemdziesiątych...a gdzie prawdziwy autentyzm? Produkcja seryjna – ale o posmaku oryginalnej awangardy, to jest to. Wychodząc z Croppa miałem wrażenie że każdy z pseudo niepowtarzalnych serwowanych niczemu nie świadomemu osobnikowi t-shirtów, tworzy kolejnego klona, chodzący billboard, jakich już dużo kręci się po naszym mieście.